Optyka to moje życie – Jubileuszowa opowieść mistrza Mariana Wójcika

Marian Wójcik – mistrz optyki i prezes Małopolskiego Cechu Optyków – opowiada o swojej drodze, przemianach branży i o tym, dlaczego optyka wciąż jest jego życiem. Wspomina początki pracy w latach 60., rozwój własnego zakładu i działalność w Małopolskim Cechu Optyków. Dzieli się też radami dla młodych adeptów zawodu optyka.,

Kiedy patrzy Pan na ten imponujący jubileusz jakie emocje Panu towarzyszą?

65 lat pracy w zawodzie to rzeczywiście imponujący okres. Tym bardziej, że nadal pracuję na pełny etat, a oprócz tego pełnię wiele innych obowiązków  –  związanych z działalnością w Cechu, z pracą społeczną czy życiem rodzinnym. Wciąż jestem mężem, ojcem, dziadkiem i pradziadkiem, a więc odpowiedzialności nie brakuje. Traktuję to jednak jako naturalną część mojego życia. Nie uważam tego za swoją osobistą zasługę myślę, że w dużej mierze zawdzięczam to genom, które odziedziczyliśmy po rodzicach. Jest nas czworo rodzeństwa: siostra i trzech braci wszyscy aktywni i pracowici.

Pamięta Pan swój pierwszy dzień w pracy jako optyk? Jak wyglądał warsztat i czym różnił się od dzisiejszych salonów?

Pierwszy dzień jako praktykant spędziłem nie przy maszynach, ale z miotłą w ręku. Sprzątałem, myłem okna wystawowe. To był rok 1960, Kraków, ulica Floriańska 30. Ruch pieszych był tam spory i przyznam,że trochę się wstydziłem, gdy dziewczyny, przechodząc, uśmiechały się i coś szeptały między sobą. Mój pryncypał, pan Teodor Tomaszkiewicz, był wówczas około sześćdziesiątki, schorowany, ale z niezwykłą wiedzą i umiejętnością nauczania. Swoją praktykę odbywał w Wiedniu, a dzięki kontaktom stamtąd miał dostęp do bardzo dobrego sprzętu do produkcji i wykonywania okularów na najwyższym poziomie. Nie wszyscy optycy w Polsce mogli sobie na to pozwolić. Podobny poziom prezentowali jeszcze Voigt, Zieliński, Homaczy Koczorowski, ale większość warsztatów była zdecydowanie skromniejsza.

Standardowe wyposażenie obejmowało wówczas ręczną szlifierkę czołową dermatograf do odrysowania kształtu oprawy kleszcze do tzw gryzlowania czyli formowania fasonu a także linijkę do ustalenia rozstawu źrenic Wielkim luksusem było jeśli szlifierka miała kamień sprowadzony z Missisipi wówczas proces trwał o połowę krócej Niezbędnym narzędziem był też dioptromierz czyli frontofokometr Całość wyposażenia była prymitywna i prosta można powiedzieć jak za króla Ćwieczka Ale co najważniejsze była skuteczna

Jakie momenty w karierze uważa Pan za najważniejsze przełomowe?

Zdecydowanie najważniejsze było zdanie egzaminów najpierw czeladniczego a później mistrzowskiego Kolejnym krokiem było otwarcie własnego zakładu optycznego Stało się to w 1968 roku w Krakowie przy ulicy Bohaterów Stalingradu 29/31 od roku 1989 przemianowanej na ulicę Starowiślną Zakład funkcjonował przez cały okres PRL u przetrwał trudne czasy a ostatecznie został zlikwidowany dopiero w 2019 roku czyli po 57 latach działalności Oczywiście zmieniał lokalizację ale moja przygoda z zawodem trwa nieprzerwanie do dziś

Optyka w Polsce bardzo się zmieniła przez te dekady które zmiany uważa Pan za najbardziej rewolucyjne?

Gdy zaczynałem pracę, praktycznie nie było jeszcze szkieł CR, czyli plastikowych. Proszę sobie wyobrazić pacjentów po operacji zaćmy, którzy musieli nosić bardzo ciężkie, grube i niebezpieczne szkła – potocznie nazywane „denkami od butelek”. Dziś trudno w to uwierzyć.

Za przełomowe uważam więc: wprowadzenie i powszechny dostęp do lekkich szkieł plastikowych, pojawienie się uszlachetnień – powłok antyrefleksyjnych czy utwardzających, wprowadzenie szkieł progresywnych, które pozwalają widzieć dobrze na każdą odległość, a także pojawienie się szkieł fotochromowych.

Zmienił się też rynek opraw. Kiedyś wybór był bardzo ograniczony – kilka, może kilkanaście wzorów. Dziś są ich miliony. Ogromny postęp nastąpił również w diagnostyce: bezdotykowe urządzenia do badania ciśnienia w oku, elektroniczne dioptromierze czy zaawansowane sprzęty do leczenia chorób oczu stały się łatwo dostępne. To prawdziwa rewolucja w każdej dziedzinie naszej branży.

Jest Pan nie tylko mistrzem zawodu, ale i prezesem Małopolskiego Cechu Optyków – co uważa Pan za swoje największe osiągnięcie w tej roli?

Na początku, 30 lat temu, cechu optyków w ogóle nie było. Istniała tylko sekcja optyków przy Cechu Rzemiosł Metalowych. Przez wiele lat kierował nią zasłużony optyk Jan Voigt, który wraz z bratem prowadził renomowaną firmę przy ulicy Floriańskiej 47. Uczyli się tam wybitni optycy, m.in. mój przyjaciel Staszek Salwiński czy Mietek Walczyk i Tadzio Kowalczyk.

Kiedy sekcję rozwiązano, wspólnie z kilkoma kolegami postanowiliśmy ją reaktywować. Mnie wybrano na przewodniczącego sekcji, a Staszka Salwińskiego – na szefa szkolenia. Wkrótce pojawiła się inicjatywa powołania Krajowej Rzemieślniczej Izby Optycznej. Aby to było możliwe, musiało istnieć przynajmniej pięć cechów. Dzięki mobilizacji środowiska, współpracy z Wiesławem Koczorowskim i Markiem Jakubowiczem udało się zebrać kilkudziesięciu optyków, połączyć siły i zarejestrować Małopolski Cech Optyków. Pierwszym prezesem został Wiesław Koczorowski, a gdy musiał zrezygnować z powodów zdrowotnych, w 1995 roku to ja zostałem wybrany na Starszego Cechu i prezesa zarządu – funkcję tę pełnię do dziś.

To był ogromny wysiłek. Wynajęliśmy siedzibę przy ulicy Słowiańskiej 3, wyposażyliśmy ją od podstaw, tworzyliśmy symbole cechu – insygnia, togi, logotyp. Wszyscy wykładali własne oszczędności, ale dzięki temu zyskaliśmy miejsce do pracy i szkoleń. Zaczęło się o nas mówić – najpierw w Krakowie, potem w Małopolsce, wreszcie w całej Polsce. Z czasem przyszły odznaczenia i wyróżnienia, w tym najwyższe rzemieślnicze – Szabla Kilińskiego – oraz państwowe, m.in. Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Czym dla Pana jest rzemiosło? Optyk to wciąż rzemieślnik czy już bardziej technolog i doradca?

Rzemiosło jest podstawą każdego zawodu. Aby być mistrzem, nie wystarczy dyplom – trzeba poznać arkana pracy, a następnie nieustannie się szkolić. Świat nie stoi w miejscu, technologia się zmienia, dlatego kluczem do sukcesu jest ciągłe pogłębianie wiedzy i praktyki. Optyk powinien być jednocześnie rzemieślnikiem, technologiem i doradcą, ale to właśnie solidne rzemiosło daje fundament pod dalszy rozwój.

Jak zmienił się klient – pacjent optyczny – od lat 60. do dziś?

Zmieniło się właściwie wszystko, a najbardziej – oczekiwania klientów. Dzisiejszy pacjent jest świadomy i wymagający. Dzięki internetowi wie, czego chce, zna nazwy szkieł, powłok czy marek opraw. Często przychodzi i prosi o szkła progresywne albo o konkretne powłoki. Naszą rolą jest jednak doradzić najlepiej – tak, aby dobrać rozwiązanie odpowiednie dla jego potrzeb, stylu życia i budżetu.

Optyk to zawód precyzji i cierpliwości – co najbardziej Pana fascynuje w tej pracy?

Największą satysfakcję daje mi uśmiech klienta, który po założeniu okularów dobrze widzi, a do tego nie przepłacił. Cieszę się szczególnie, gdy taki klient wraca po dwóch tygodniach – nadal z uśmiechem – i przyprowadza swoich znajomych czy rodzinę, którzy również kupują okulary. To najlepsza nagroda za naszą pracę.

Jak udaje się Panu łączyć profesjonalizm z poczuciem humoru, które wszyscy Panu przypisują?

Zawsze miałem w sobie poczucie humoru i staram się nim zarażać innych. Uśmiech naprawdę potrafi przełamać dystans, rozładować stres i sprawić, że atmosfera w salonie staje się przyjazna. A przecież śmiech to zdrowie – dla oczu i duszy.

Jaką rolę – Pana zdaniem – powinny pełnić media branżowe w kształtowaniu przyszłości optyki w Polsce?

Moim zdaniem media branżowe, takie jak „Optyk Polski”, odgrywają ogromną rolę w integracji środowiska, w wymianie doświadczeń i w podnoszeniu prestiżu naszego zawodu. Firma Feniks Media Group od niemal 20 lat prowadzi to wydawnictwo na coraz wyższym poziomie – i to widzą wszyscy. To ważne, że mamy swoje medium, które nie tylko informuje, ale też kształtuje przyszłość polskiej optyki.

W życiu zawodowym widział Pan kilka pokoleń optyków – jakie rady dałby Pan młodym adeptom zawodu?

Przede wszystkim chciałbym powiedzieć młodym: spróbujcie pokochać ten zawód. Samo „lubienie” nie wystarczy. Trzeba wkładać w pracę całe serce, a każdą czynność – od szlifowania soczewki po dopasowanie oprawy – należy wykonywać z dbałością o satysfakcję klienta. Optyka to zawód, w którym pasja i cierpliwość przekładają się bezpośrednio na sukces.

A jakie rady dałby Pan pacjentom – co powinni wiedzieć o dbaniu o wzrok i wyborze okularów?

Przynajmniej raz na dwa lata trzeba odwiedzać okulistę i zdecydowanie nie należy kupować tzw. gotowych okularów. Okulary powinny być zamawiane u dobrego, sprawdzonego optyka i używane zgodnie z przeznaczeniem. Nie wolno ich pożyczać i trzeba o nie dbać: codziennie myć i czyścić, nie wycierać na sucho i oczywiście nosić w etui ochronnym. Jeśli klient będzie szanował swoje okulary, to będą mu one służyć nawet przez kilka lat.

Gdyby miał Pan dziś zacząć karierę od nowa – czy wybrałby Pan znowu zawód optyka?

Bez wahania – tak. Kocham nasz zawód całym sercem. Wychowałem 38 uczniów, którzy dziś są moimi konkurentami, i jestem z tego dumny. Pracuję już 65 lat i wciąż mam energię do działania. Jestem jednym z najstarszych optyków w Polsce, którzy nadal pracują na pełny etat. Konkurencja jest ogromna, ale rzemiosło – choć wielu chciało je zniszczyć – przetrwało. Komuniści próbowali zlikwidować prywatną inicjatywę, ale się nie udało. Komuny nie ma, a rzemiosło wciąż się trzyma – i będzie się trzymać.

Cały artykuł dostępny w e-wydaniu.

Polecamy

Cover for Magazyn Optyk Polski - branżowy dwumiesięcznik dla profesjonalistów
3,428
Magazyn Optyk Polski - branżowy dwumiesięcznik dla profesjonalistów

Magazyn Optyk Polski - branżowy dwumiesięcznik dla profesjonalistów

Magazyn branżowy dla optyków, optometrystów. Trendy, soczewki, sprzęt, teksty ekspertów, wydarzenia.