Zabójczy wzrok bazyliszka

Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Do napisania tego artykułu przyczynił się mój udział w spektaklu popularnonaukowym zorganizowanym przez Uniwersytet Otwarty Uniwersytetu Warszawskiego i zatytułowanym „Bazyliszek dla dorosłych, czyli legenda z historią i medycyną w tle”.

Uczestniczyli w nim również:
prof. Jerzy Dzik – paleobiolog, ewolucjonista z Wydziału Biologii UW,
dr Aleksandra Piotrowska – psycholog związana z Wydziałem Pedagogicznym UW,
prof. Dariusz Sitkiewicz – biochemik kliniczny z WUM,
dr Adam Tyszkiewicz – historyk sztuki, archeolog, Dyrektor Muzeum Historii Medycyny WUM,
prof. Andrzej Wysmołek – fizyk doświadczalny z Wydziału Fizyki UW.

Każdy z wyżej wymienionych, w zakresie swojej specjalności, zaprezentował odpowiedni wkład do bazyliszkologii. Poruszono w szczególności kwestię możliwości skonstruowania metodami inżynierii genetycznej hybrydy koguta i węża, jaką według legendy był bazyliszek, podano też w wątpliwość, czy aby bazyliszek nie był bazyliszkiem płatkogłowym lub iguaną przywiezioną do Europy z Ameryki Środkowej, jako że legenda o bazyliszku pochodzi z czasów niewiele późniejszych niż odkrycie Ameryki przez Kolumba. Poniższe fotografie (fot. 1a, b, c) pokazują, że wątpliwość ta była całkiem zasadna.

Fot. 1a. Bazyliszek płatkogłowy

Zasugerowano również, że bazyliszek nie zabijał wzrokiem lecz, być może, pluł śliną zawierającą trujące toksyny i bakterie chorobotwórcze, podobnie jak to czyni waran z Komodo. Słuchaczom Uniwersytetu Otwartego zaprezentowano też bardzo fizyczny opis powstawania obrazu w zwierciadle płaskim, które okazało się skuteczną bronią w starciu z bazyliszkiem. Widzimy, że w trakcie spektaklu w warszawską legendę zostały umiejętnie wplecione fakty naukowe. Mnie przyszło ustosunkować się do tej cechy bazyliszka, z której jest on najbardziej znany, to jest do umiejętności zabijania wzrokiem. Był to dobry pretekst, by przenieść rozważania w obszar sygnalizowanej w tytule wydarzenia medycyny.
W opisach literackich mitycznych potworów ofiara zawsze widzi zabójcę zabijającego wzrokiem. Chyba nie znajdziemy żadnego opisu, w którym zabójca zabiłby swą ofiarę wzrokiem, samemu będąc dla niej niewidocznym. Ma to ścisły związek z tym, że wzrok jest zmysłem biernym. Patrzący nie wysyła oczami w kierunku obserwowanego obiektu żadnego strumienia energii czy materii, a jedynie odbiera promieniowanie wysyłane przez obiekt lub promieniowanie oświetlające obiekt, od tego obiektu odbite lub na nim rozproszone.

 

Fot. 1b. Iguana

Możemy więc wykluczyć możliwość zabijania wzrokiem i skoncentrować się na tym, co takiego działo się po stronie ofiary spotykającej bazyliszka. Uważam, że to coś paraliżującego czy hipnotycznego, powodującego, że ofiara nie podejmowała walki ani ucieczki, kryło się nie tyle w oczach, ile było związane z ogólnym wyglądem, a oczy bazyliszka były jedynie swego rodzaju punktami fiksacji. Pisząc o wyglądzie, mam na myśli przede wszystkim gadzią część tej ptasio-gadziej hybrydy. Węży bowiem boimy się instynktownie prawie wszyscy. Ofidiofobia, czyli strach przed wężami, jest najpowszechniejszą fobią. Co trzeci człowiek jest ofidiofobikiem. Ofidiofobia zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie. Małe dzieci (do 3. roku życia) zwykle nie odczuwają lęku przed zwierzętami. Badacze, m.in. z monachijskiego Instytutu im. Maxa Plancka, zaobserwowali jednak, że nawet niemowlęta na widok węża reagują fizjologicznym stresem. Najmłodsi niezwykle sprawnie odnajdują węże na obrazkach, między innymi przedmiotami. Tego rodzaju doświadczenia pozwalają na postawienie hipotezy, że lęk przed wężami jest cechą wrodzoną – genetycznym spadkiem po przodkach, którzy przed milionami lat zmuszeni byli do codziennej koegzystencji z niebezpiecznymi gatunkami tych gadów. Oczy są jedynie tym, co przykuwa uwagę ofiary, natomiast świadomość, że są to oczy węża, działa paraliżująco. Gdy ofiara jest sparaliżowana strachem, to pozbawienie jej życia może się już odbyć się całkiem konwencjonalnie.

Fot. 1c. Fragment plakatu spektaklu „Powrót bazyliszka”

Oczywiście nie możemy a priori wykluczyć hipnotycznego oddziaływania na ofiarę, chociaż współczesne poglądy na hipnozę zakładają konieczność jednoczesnego występowania również bodźców słuchowych, np. przekazu słownego. W tym miejscu warto odnotować, gdyż rzadko się o tym mówi, że hipnoza stosowana w celach terapeutycznych nie jest przeznaczona dla każdego. Pierwszą grupą, która nie powinna stosować hipnozy, są kobiety w pierwszym trymestrze ciąży. Silne emocje matki wywołane hipnozą mogą niekorzystnie wpłynąć na rozwój dziecka. Hipnozie raczej nie powinny być poddawane także dzieci do 14. roku życia, ponieważ grozi to powstaniem nieprzewidywalnych zmian osobowości. Hipnoza nie jest przeznaczona dla osób chorych psychicznie bądź cierpiących na depresję. Powinny się jej również wystrzegać osoby mające padaczkę. Hipnoza nie jest wskazana u osób niewidomych, ponieważ zaburza to ich „wewnętrzne widzenie”, a także może prowadzić do nieprzyjemnych halucynacji.
Dotykamy tu szerszego zagadnienia, jakim jest wpływ stanu emocjonalnego obserwatora na percepcję wzrokową. Zagadnienie to nie doczekało się jak dotąd zwartej teorii czy chociażby koncepcji opartej na uprawdopodobnionych hipotezach. Nie dysponujemy też wynikami systematycznych badań, które byłyby prowadzone w tym zakresie. Dotychczasowa wiedza w tej dziedzinie opiera się na wyrywkowych obserwacjach pochodzących z badań klinicznych wykorzystujących m. in. tzw. figury alternatywne (fot. 2) i figury przenikające się (fot. 3.), których treść jest interpretowana zależnie od nastawienia emocjonalnego obserwatora.

Fot. 2. Kobieta czy walka smoków?

Zgodnie z legendą bazyliszek miał dożywać stu lat. Fakt ten był dobrym pretekstem do tego, by przybliżyć widzom zagadnienie prezbiopii i współczesnych metod jej kompensowania oraz opowiedzieć o profilaktyce i objawach starczego zwyrodnienia plamki żółtej. Z kolei fakt, iż legendarny bazyliszek pojawił się w wiekach średnich, pozwolił na porównanie współczesnej epidemiologii problemów wzrokowych i tej sprzed kilkuset lat. I tak w wiekach średnich były to infekcje, nieskorygowane wady refrakcji oraz wady wrodzone (np. zaćma wrodzona). Wieku typowego dla wystąpienia zwyrodnienia plamki żółtej zwykle wówczas nie dożywano. Współcześnie mamy epidemię krótkowzroczności, także wysokiej, problemy wynikające z wieloletniego narażenia na działanie promieni UVA i UVB, pochodzących zarówno ze źródeł naturalnych, jak i sztucznych, oraz schorzenia będące przedmiotem zainteresowania okulistyki i optometrii geriatrycznej.

Fot. 3. Mona Liza czy krajobraz z gołębiem?

Spektakl, wystawiony przez Uniwersytet Otwarty Uniwersytetu Warszawskiego, spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem widzów i okazał się atrakcyjną formą edukowania szerokiego spektrum odbiorców w zakresie higieny wzroku i postępowania w razie problemów z widzeniem, zasługującą na naśladowanie.


Dr hab. Marek Kowalczyk-Hernandez
Wydział Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego


Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Polecamy