Trzeba umieć zaryzykować

Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Kolarz, pasjonat, medalista olimpijski, człowiek sukcesu – Czesław Lang.


Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  
Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Co złożyło się na Pana sukces? Czym on jest dla Pana?
Sukces – nie tylko w sporcie, ale i w życiu – to realizacja swoich marzeń i celów. Kiedy stawiamy sobie cel, dążymy do niego i w końcu go osiągamy. W sporcie czy w biznesie – dziedzina nie ma znaczenia. To dojście do mety, którą sobie wymyśliliśmy.

Co łączy biznes i sport?
Jest wiele cech, które są dla nich wspólne. Pracowitość, rzetelność, wkładanie serca w to, co się robi. Nie osiągnie się sukcesu w żadnej dziedzinie, jeśli człowiek nie zaangażuje się całym sercem. Bez tego niemożliwym byłoby zdobywanie medali olimpijskich. Ponadto, bardzo ważna jest dyscyplina i nieugiętość. Wiadomo, że tak w sporcie, jak i w biznesie zdarzają się wzloty i upadki. Nie zawsze wszystko toczy się „z górki”. Dlatego umiejętność przełamywania słabych momentów jest niesamowicie ważna. Dzięki temu, możemy – mimo gorszych chwil – konsekwentnie realizować to, co sobie założyliśmy.

Czy będąc dzieckiem marzył Pan o zostaniu sportowcem? Czy może chciał być kimś zupełnie innym?
Wyszło tak po trosze przez przypadek, bo w mojej rodzinie nie było nigdy tradycji sportowych. Chociaż mój późniejszy szwagier (który był także moim nauczycielem WF-u), był bardzo dobrym animatorem sportu. Zaszczepiał w dzieciakach pasję i miłość do sportu – czy to do tenisa stołowego, pływania, biegania, grania w piłkę czy jazdy na rowerze… Zaczęło mi się to podobać. Kiedy oglądałem Wyścig Pokoju, marzyłem, by mieć rower wyścigowy. I tak się zaczęło…

Kiedy pomyślał Pan o rowerze na poważnie i stwierdził, że może być to pomysł na życie?
U mnie potoczyło się to dość szybko. W wieku 14 lat byłem już bardzo dobrym juniorem i pojechałem na Mistrzostwa Europy do Monachium. Później były pierwsze Igrzyska Olimpijskie w Montrealu. Jednak nie był to jeszcze pomysł na życie. W tamtych czasach uprawianie sportu było traktowane jako hobby. Nie niosło to za sobą żadnych korzyści finansowych. Nagrodą za zdobycie medalu podczas igrzysk olimpijskich było 300 rubli. Dopiero w roku 1981, kiedy podpisałem kontrakt zawodowy, zmieniłem podejście i, z czegoś amatorskiego, rower stał się moim pomysłem na życie. Startując w wyścigach jako zawodowiec wreszcie zarabiałem duże pieniądze, dzięki którym mogłem się rozwijać.

Dzięki Panu Tour de Pologne z imprezy amatorskiej stało się prestiżowym wyścigiem, o którym mówi cały świat. Jak czuje się Pan jako ten, który wyniósł kolarstwo na wyżyny popularności? Jakie to uczucie?
Chciałem, żeby Tour de Pologne był traktowany jak wszystkie wyścigi na świecie. Żebyśmy my – Polacy, nie musieli jeździć na zawody tylko do Włoch czy Francji, ale by to Włosi i Francuzi przyjeżdżali do Polski. By dla nich też było to ważne. Chciałem, żebyśmy mieli taką imprezę i udało się. Dzięki temu Tour De Pologne jest lokomotywą, która napędza polskie kolarstwo. Daje możliwość startu zawodnikom, którzy chcą zaprezentować się na tej międzynarodowej arenie. Na Tour de Pologne przyjeżdżają menadżerowie najlepszych zespołów, więc warto się pokazać. Poza tym, tak jak ja kiedyś byłem zainspirowany Wyścigiem Pokoju, w którym sam chciałem startować, tak dziś Tour de Pologne inspiruje innych młodych chłopaków.

Najważniejszy dla kolarza jest rower, ale i reszta stroju ma znaczenie. Kask – dla bezpieczeństwa w razie wypadku na trasie, dopasowany strój – by zmniejszyć opór powietrza. A okulary?
Okulary sprawiają, że opływ powietrza jest jeszcze większy, co dodatkowo zmniejsza opór. Poza tym chronią oczy przed pyłem, kamykami, które często wypadają spod kół. Rower kolarski nie ma błotników, więc wszystko, na co się najedzie, jest wybijane do góry. Podczas etapów letnich chronią przed słońcem, które mocno uderza w twarz. Wbrew pozorom, są bardzo ważnym elementem stroju.

Co z kolarstwa może przydać się w innych dziedzinach życia?
Śmiało można powiedzieć, że jest to jedna z najtrudniejszych dyscyplin sportowych. Zawodowy kolarz przejeżdża prawie 50 000 kilometrów rocznie. To daje około 6–7 godzin spędzonych na rowerze każdego dnia. To sprawia, że w człowieku wyrabia się mechanizm ciężkiej pracy i rzetelności. Kolarstwo jest dyscypliną sportu dla twardych ludzi, którzy umieją czasem postawić wszystko na jedną kartę i zaryzykować.

Niebawem wybiera się Pan na zgrupowanie kolarzy do Hiszpanii. Życzę zatem, by mógł Pan naładować akumulatory i wrócił pełen energii do dalszej pracy.
Bardzo dziękuję.

Rozmawiał: Paweł Kawałek
Foto: Wojtek Szabelski / freepress.pl


Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Polecamy