Oprawki do zadań specjalnych

Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Okulary, jakie są, każdy widzi: korekcyjne, przeciwsłoneczne albo dekoracyjne. Na co dzień służą zdrowiu, wygodzie, bezpieczeństwu, urodzie. Niektórzy klienci wymagają jednak od swoich okularów więcej. Znacznie więcej.


Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  
Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Literatura i filmy sensacyjne od lat stymulują zainteresowanie gadżetami w rodzaju zakamuflowanych narzędzi, kamer, rejestratorów dźwięku czy skrytek. Trudno odgadnąć, czym dysponują dzisiaj agencje wywiadowcze, ale, biorąc pod uwagę możliwości elektroniki, optyki i informatyki, można przypuszczać, że ich narzędzia potrafią bardzo dużo.

Gadżety i narzędzia

Dzięki rozwojowi technologii, wiele pomysłów rodem z filmów o przygodach agenta 007 trafiło pod przysłowiowe strzechy. W specjalistycznych sklepach (również internetowych) można kupić dziesiątki różnego rodzaju gadżetów. Wśród nich istotne miejsce zajmują okulary wzbogacone o dodatkowe, czasami bardzo niecodzienne, funkcje. Są wśród nich gadżety bez większego praktycznego znaczenia, w rodzaju lusterek napylonych na soczewki na skraju pola widzenia, umożliwiających obserwowanie otoczenia za plecami bez odwracania głowy, albo okulary z wbudowanym źródłem światła, o wydajności wystarczającej do oświetlenia czytanej książki, miejsca pracy lub drogi. Można jednak znaleźć wśród nich bardziej użyteczne, a czasami niebezpieczne, urządzenia.

Aparaty słuchowe

Początki były zgoła niewinne. Klasycznym, chociaż coraz rzadziej dzisiaj spotykanym przykładem urządzeń ukrywanych w okularach, są aparaty słuchowe. Przed laty wśród osób z ubytkiem słuchu popularne były aparaty umieszczane w zausznikach. Rozwój mikroelektroniki umożliwił skonstruowanie urządzenia wystarczająco małego i lekkiego, żeby umieścić je w przewodzie słuchowym albo wygodnie nosić na uchu. W drugim przypadku powstaje czasami problem z dopasowaniem okularów tak, aby można je było wygodnie nosić wraz z aparatem. Być może warto przyjrzeć się potrzebom osób niedosłyszących noszących okulary i nawiązać współpracę z dystrybutorami aparatów słuchowych. Z ich polecenia salon optyczny może zyskać grupę nowych klientów.

Kamery, mikrofony, rejestratory

Okulary doskonale nadają się do kamuflowania mikrofonów i kamer. Nie ma chyba takiego elementu garderoby, w którym nie próbowano by ukryć urządzeń do podglądania i podsłuchiwania. O ile z mikrofonami sprawa jest stosunkowo prosta, o tyle kamery, a wcześniej aparaty fotograficzne, sprawiają zawsze ten sam problem: używająca ich osoba nie może być pewna, co „widzi” obiektyw. Wiedzą o tym dziennikarze śledczy, usiłujący zarejestrować materiał nadający się do emisji przy pomocy kamery ukrytej w breloku do kluczyków samochodowych, długopisie czy guziku. Skomponowanie kadru wymaga doświadczenia i pewnego rodzaju intuicji, które i tak nie dają gwarancji powodzenia. Okulary stwarzają znacznie większe możliwości. Umieszczenie kamery w pobliżu oka gwarantuje, że zarejestrowany obraz będzie odpowiadał temu, co widzi jej użytkownik. Przez lata przeszkodą nie do pokonania były wymiary przetworników optoelektronicznych i rejestratorów. Oprawy zdolne ukryć taką kamerę byłyby nienaturalnie duże i natychmiast zwracałyby uwagę. Rejestrator musiałby być ukryty w ubraniu i połączony przewodem z oprawą. Sytuacja zmieniła się diametralnie w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Kamery o zupełnie przyzwoitej rozdzielczości mają wymiary rzędu milimetrów. Obraz przetworzony na sygnał cyfrowy można rejestrować na kartach pamięci albo wbudowanych w rejestrator układach scalonych podobnych rozmiarów. Przy odrobinie wysiłku w okularach można zmieścić dyskretny nadajnik radiowy niewielkiej mocy, umożliwiający przesłanie sygnału w czasie rzeczywistym do umieszczonego w pobliżu odbiornika. A skoro zmieści się nadajnik radiowy, to dlaczego nie moduł GSM/UMTS łączący okulary z Internetem? To już jest, i działa. Być może najtrudniejszym do ukrycia elementem jest bateria o odpowiednio dużej pojemności.

Idzie nowe: Google glass

Kolejny wynalazek właścicieli popularnej wyszukiwarki łączy funkcje rejestratora dźwięku i obrazu oraz mikrokomputera z dostępem do Internetu. W tym przypadku komunikacja z urządzeniem jest dwustronna. Użytkownik ma do dyspozycji nie tylko kamerę i mikrofon. W polu widzenia prawego oka umieszczono wyświetlacz przezierny, będący miniaturową i uproszczoną wersją wyświetlaczy HUD, zaprojektowanych przed laty na potrzeby lotnictwa wojskowego. Google Glass przesyłają obraz i dźwięk do serwerów Google, które poddają dane obróbce w czasie rzeczywistym. Mogą na przykład zidentyfikować obiekt architektoniczny i zlokalizować go na mapie, rozpoznać i przetłumaczyć pismo w obcym języku, rozpoznać twarz osoby, która znalazła się w polu widzenia, wyświetlić aktualną pozycję ustaloną za pomocą odbiornika GPS i przy okazji polecić hotel, parking, restaurację albo sklep. Paradoksalnie, okularów Google Glass nie można wyposażyć w soczewki korekcyjne ani nosić jako nakładkę na zwyczajnych okularach, chociaż producent bierze pod uwagę wprowadzenie odpowiednich zmian w ostatecznej wersji urządzenia. Na razie Google wciąż testuje swoje okulary, starając się znaleźć dla nich zastosowania, które sprawią, że klienci nie pożałują na nie pieniędzy. Warto śledzić tę technologię, bo po Google na pewno przyjdą inni producenci, wykorzystujący okulary do przekazywania informacji w obie strony: od i do właściciela. Prędzej czy później pojawi się możliwość uczestniczenia w tym segmencie rynku przez sprzedaż urządzeń, akcesoriów, oprogramowania, usług optometrycznych.
Fascynująca może okazać się także obserwacja ewolucji przedmiotów, które znamy od bardzo dawna i jej wpływu na nasz sposób postrzegania świata i funkcjonowania w społeczeństwie. Puszczając nieznacznie wodze wyobraźni możemy zadać sobie pytanie, jak będziemy się czuli na ulicy, wiedząc, że osoba, która na nas patrzy, być może poleciła właśnie swoim okularom rozpoznanie naszej twarzy, sprawdzenie wypowiedzi opublikowanych w Internecie czy też przeszukanie listy „przyjaciół” na portalach społecznościowych.

Opłaci się?

Czy warto inwestować czas i pieniądze, poszerzając ofertę o oprawy, oględnie mówiąc, niekonwencjonalne? Ilu klientów zdecyduje się je kupić? Ukryte rejestratory obrazu i dźwięku cieszą się powodzeniem wśród dziennikarzy niektórych programów telewizyjnych. Zapewne sięgają po nie pracownicy biur detektywistycznych, pracownicy operacyjni policji i innych służb, chociaż można przypuszczać, że ich wymagania są znacznie wyższe. Zwłaszcza, jeśli chodzi o jakość kamuflażu, od której zależy bezpieczeństwo funkcjonariuszy. Takich klientów jest niewielu. Znacznie liczniejszą grupą docelową są osoby poszukujące nowinek technologicznych i efektownych gadżetów. Nawet, jeśli ich budżet jest ograniczony, osoby takie mają silną motywację do zakupu, są skłonne do eksperymentowania oraz dzielenia się swoimi doświadczeniami, i tutaj należy upatrywać ewentualnych korzyści. Przekazanie informacji o istnieniu salonu i polecenie go grupie znajomych jest wiele warte, bo wśród nich znajdą się zapewne tacy, którzy odwiedzą sklep z ciekawości, żeby obejrzeć i przymierzyć „specjalne” okulary. Skoro klient jest już w salonie, inicjatywa należy do sprzedawcy, który może sprawić, że przynajmniej niektórzy miłośnicy gadżetów wyjdą z salonu z parą „konwencjonalnych” okularów przeciwsłonecznych albo korekcyjnych. Jeśli sprzedaż opraw specjalnych wydaje się ryzykowna, można zacząć od współpracy ze specjalistycznymi sklepami. Część okularów z wbudowanymi kamerami ma założone szkła bez korekcji, niektórzy użytkownicy potrzebują jednak szkieł korekcyjnych. Jeśli ich nabywcy znajdą optyka, który potrafi dopasować soczewki zlecone przez lekarza, nie uszkadzając przy tym delikatnych i drogich opraw, zapewne skorzystają oni z jego usług również przy okazji zamawiania zwykłych okularów.

Wykorzystując chwilowy wzrost zainteresowania klientów „niszowych”, można powalczyć o więcej, starając się podtrzymać popularność naszego salonu. Nie istnieje uniwersalny przepis na uczynienie sklepu modnym, ale w wielu przypadkach przemyślana, odważna i konsekwentna strategia marketingowa potrafi zdziałać wiele.

Piotr Kołaczek


Polub i udostępnij
  •  
  •  
  •  

Polecamy